Indywidualne Porady Prawne specjalistów

Masz problem z prawem pracy? Opisz swój problem i zadaj pytania.
(zadanie pytania do niczego nie zobowiązuje)

Przyczyny braku współczesnej praworządności – część 2 (przyczynek do dyskusji)

Autor: Tadeusz M. Nycz • Opublikowane: 2009-08-04

W artykule podjęto próbę przeanalizowania przyczyn braku praworządności we współczesnej Polsce i wynikających stąd konsekwencji dla stosunków zatrudnieniowych.

W pierwszej części tytułowego opracowania scharakteryzowałem z konstytucyjnego punktu widzenia istniejący w Polsce system prawny pod kątem zasad praworządnościowych, dochodząc do wniosku, że brak wiążącej wykładni ustaw powoduje powszechne, negatywne konsekwencje społeczne.

Koncentrując się na problematyce prawa pracy, przeanalizuję teraz przykłady rozbieżnych wykładni prawa, głownie tych, które w kontekście praktycznego stosowania poszczególnych instytucji prowadzą bądź w niewłaściwym kierunku, bądź nawet wypaczają gramatycznie jasne uregulowania ustawodawcy.

Najbardziej charakterystycznym przykładem niedopuszczalnego naginania prawa, wbrew oczywistemu brzmieniu przepisu, są kontrowersje wokół podróży służbowej. Zgodnie z art. 128 § 1 K.p., czasem pracy jest czas, w którym pracownik pozostaje w dyspozycji pracodawcy w zakładzie pracy lub w innym miejscu wyznaczonym do wykonywania pracy.

Taka konstrukcja definicji pojęciowej czasu pracy nie daje żadnych racjonalnych podstaw do tego, aby z pojęcia czasu pracy wyłączać jakieś okresy aktywności pracowniczej, realizowane na polecenie pracodawcy, a takim okresem jest m.in. czas podróży służbowej.

Niestety przyjmuje się w drodze wykładni praktycznej, że czas podróży służbowej nie jest w całości wliczany do czasu pracy, mimo że wielu przedstawicieli doktryny prawa pracy dostrzega nonsensowność i bezpodstawność tego rodzaju wykładni (por. np. A. Chobot, „Czas pracy w znowelizowanym Kodeksie pracy”, Poznań 1998, s. 37.).

Interesuje Cię ten temat i chcesz wiedzieć więcej? kliknij tutaj >>

W orzecznictwie sądowym brak jest przekonującego uzasadnienia niewliczania czasu podróży służbowej w całości do czasu pracy. W literaturze podnoszone są argumenty wskazujące na to, że istniejąca wykładnia praktyczna pozostaje w sprzeczności z definicją czasu pracy (por. W. Masewicz, „Czas pracy – podstawowe dylematy”, [w:] Monitor Prawa Pracy 2005/5; A. Sobczyk, „Zasady prawnej regulacji czasu pracy”, Warszawa 2005, s. 123-131).

Taki stan powoduje, że strony stosunku pracy i ich przedstawiciele nie rozumieją przesłanek, wedle których należy poprawnie stosować regulacje czasu pracy. Jeśli nawet przyjąć, że w latach 70-tych ubiegłego wieku, kiedy kształtowana była ta wykładnia, istniały powody dla jej ustanowienia, poprzez twierdzenie, że w czasie podróży służbowej pracownik nie może pozostawać w stałej dyspozycji pracodawcy ze względów komunikacyjnych, to dzisiaj taka teza jest pozbawiona racji, wobec rozwoju sieci telefonii komórkowej.

Zaszłości poprzedniego systemu prawnego, w którym dopuszczano wykładnię i orzecznictwo sądowe wykraczające poza wyraźnie gramatyczny tekst ustawy, niestety pokutuje nadal, choć przychodzi nam dzisiaj funkcjonować w innej, demokratycznej i w świetle zasad konstytucyjnych – przynajmniej teoretycznie – praworządnej rzeczywistości.

De lege ferenda (w świetle prawa przyszłego) można dyskutować o rozwiązaniu tych zagadnień, w aspekcie rekompensaty dla pracownika za czas podróży służbowej, kiedy faktycznie pracy nie wykonuje. Jest to jednak dalszy problem związany z konstrukcją nowego Kodeksu pracy.

Utrzymywana obecnie wykładnia praktyczna jest dla stosujących prawo niezrozumiała i nie do pojęcia w sferze uczciwości. Trudno logicznie wytłumaczyć pracownikowi, który traci prywatny czas, że za czas podróży służbowej, wykraczający poza wymiar dniówki roboczej, nie otrzyma żadnej rekompensaty, mimo że czynność tę realizuje na polecenie i w interesie pracodawcy.

Taka wykładnia jest zaprzeczeniem funkcji ochronnej prawa pracy w jej istotnym znaczeniu dotyczącym zachowania zasady sprawiedliwości i uczciwości w stosunkach zatrudnieniowych. Rozważając kwestię przez pryzmat uczciwości i zasady do ut des (łac. daję abyś dawał), nie da się znaleźć racjonalnego argumentu uzasadniającego istnienie dotychczasowego kierunku wykładniowego.

Niepokoić musi istniejący obecnie stan np. komentatorów prawa pracy, którzy dostrzegają owe nieprawidłowości, a mimo to ów niedopuszczalny system wykładniowy w praktyce pracodawców i praktyce sądowej jest stosowany, pozbawiając pracowników przebywających w podróży służbowej należnej im z tego tytułu rekompensaty od pracodawcy.

Z problemem właściwego rozumienia definicji pojęciowej czasu pracy łączy się także kwestia czasu poświęcanego przez pracownika na przygotowanie do rozpoczęcia zadań głównych. Chodzi tutaj o przypadki przekazywania między pracownikami zatrudnionymi np. na różnych zmianach niezbędnych informacji następcom.

A. Sobczyk stwierdza, że zasadniczo nie jest to czas pracy, choć wiele zależy od konkretnych rozwiązań i oczekiwań pracodawcy (por. „Kodeks pracy – komentarz” pod red. B. Wagner, Gdańsk 2008, s. 613 ust. 12).

Moim zdaniem, czynności przygotowawcze lub przekazywanie niezbędnych informacji pracownikowi zatrudnionemu na następnej zmianie muszą być zaliczane do czasu pracy. Nie ma bowiem żadnego argumentu na poparcie tezy uzasadniającej twierdzenie, iż w tym czasie pracownik nie pozostaje w dyspozycji pracodawcy, jak chce definicja pojęciowa czasu pracy.

Omawiane zagadnienia mają szczególnie istotne znaczenie nie tylko przy pracy zmianowej, ale także w służbie zdrowia, gdzie pielęgniarki pracujące na różnych zmianach przekazują sobie tzw. raport pielęgniarski, a lekarze dyżurujący odpowiedni raport na wyższym szczeblu medycznym.

Czas konieczny na przekazanie tego typu informacji i wyjaśnienie istoty problemów zdrowotnych ma nie tylko istotne znaczenie i jest po prostu niezbędny, ale i przekaz jest czasochłonny, gdyż nie trwa kilka minut, ale znacznie dłużej.

Tworzenie więc kontrowersyjnych wykładni na tle wliczania takiego odcinka czasu do czasu pracy, w sytuacji gdy brakuje jakiegokolwiek racjonalnego argumentu wyłączającego ten czas z pojęcia czasu pracy, jest swoistego rodzaju manipulacją wykładniową wprowadzającą niepotrzebny chaos interpretacyjny.

Zarówno pracownicy, jak i pracodawcy chcieliby bowiem jednoznacznie wiedzieć, czyli znać wzór postępowania w zakresie w tym wypadku stosowania definicji pojęciowej czasu pracy. Oznacza to, że chcą nie tylko wiedzieć, jakie okresy poprawnie należy wliczać do czasu pracy, ale także chcieliby, aby ustalone kryteria były jednakowo stosowane przez wszystkich adresatów tych przepisów.

Pracownik ma w tym zasadniczy interes podbudowany zasadą prawa pracy mówiącą o równości względem prawa, czyli jednakowym traktowaniu pracowników w zatrudnieniu (art. 112 K.p.). Należy przy tym dodać, że owa zasada równości nie zamyka się w strukturze danego zakładu pracy, ale może mieć zastosowanie do oceny używania określonych regulacji prawnych przez różnych pracodawców.

Podmioty zatrudniające pracowników także są zainteresowane jednoznacznością wykładniową, a zatem każdy pracodawca chciałby jasno i w sposób niebudzący wątpliwości wiedzieć, czy czas podróży służbowej należy wliczać do czasu pracy, czy do czasu pracy należy wliczać czynności przygotowawcze, przekazywanie informacji następnym pracownikom itd.

Ta jednoznaczność wykładniowa pozostaje w ścisłym związku z regułami gospodarki wolnorynkowej, a w szczególności z konkurencyjnością na tym rynku. Pracodawca, chcąc prawidłowo stosować przepisy prawa pracy, ma prawo nie tylko wiedzieć, jak sam powinien dany przepis stosować, ale także ma prawo oczekiwać, że w identycznej sytuacji inny pracodawca ten przepis będzie stosował tak samo.

Obowiązek zastosowania konkretnego przepisu w tym wypadku w zakresie czasu pracy rzutuje bezpośrednio na koszt wyrobu czy usługi, a zatem ma istotny wpływ na konkurencyjność podmiotów gospodarczych.

Niejednoznaczność wykładniowa, istniejący chaos i różnorodność wykładni przepisów prawa pracy godzi więc nie tylko w prawa pracownicze, nie tylko w prawa i obowiązki pracodawców, ale także narusza poprawne zasady konkurencyjności gospodarczej między podmiotami zatrudniającymi.

Wynika to stąd, że różnorodne stosowanie przepisów prawa pracy w zakresie wykładni pojęciowej czasu pracy może bezzasadnie stawiać w lepszej sytuacji gospodarczej jednych pracodawców, a innych w gorszej, co już narusza pryncypia konstytucyjne.

Wskazując na powyższe konsekwencje, uznać trzeba, że główną ich przyczyną jest brak legalnej wykładni ustaw, które to prawo posiadał do 1997 r. Trybunał Konstytucyjny. W konsekwencji, jedynie przywrócenie tego uprawnienia Trybunałowi Konstytucyjnemu może w istocie przyczynić się do poprawy opisanej sytuacji w stosunkach zatrudnieniowo-gospodarczych.

Jeżeli chcesz wiedzieć więcej na ten temat – kliknij tutaj >>

Indywidualne Porady Prawne specjalistów

Masz problem z prawem pracy? Opisz swój problem i zadaj pytania.
(zadanie pytania do niczego nie zobowiązuje)

Kodeks pracy

[Pobierz Kodeks pracy] Stan prawny – 1.01.2017 r. j.t. z zaznaczonymi zmianami.

Kodeks pracy

[Pobierz ustawę o PIP] Stan prawny – 1.03.2017 r. j.t. z zaznaczonymi zmianami.

Szukamy prawników » wizytówka Zadaj pytanie »