Indywidualne Porady Prawne specjalistów

Masz problem z prawem pracy? Opisz swój problem i zadaj pytania.
(zadanie pytania do niczego nie zobowiązuje)

Skąd ten kryzys?

Opublikowane: 2009-03-07

Od kilku tygodni kryzys nie schodzi z pierwszych stron gazet, jest także gorącym tematem bieżących audycji radiowych i telewizyjnych. Media na ogół zajmują się dwoma jego aspektami:

  1. Skąd się wziął kryzys – ewentualnie, kto jest zań odpowiedzialny?
  2. Jak mu przeciwdziałać – czyli, jakie podjąć działania, aby z niego wyjść?

Historycznie rzecz biorąc jest to swoista powtórka kryzysu z 1929 r. – choć, jak na razie nie występuje jeszcze w tak znacząco negatywnym wymiarze. Media prześcigają się w domysłach o jego przyczynie, a także o środkach zaradczych. Obserwuję te manewry medialne z dwóch powodów.

Po pierwsze dlatego, że ciekawią mnie zawiłe wyjaśnienia ekspertów ekonomicznych, spośród których niektórzy udają, a inni naprawdę nie wiedzą, jaka jest przyczyna kryzysu (sic!). Niewiedza tych profesjonalistów wpisuje się w ujawniony niedawno pogląd na temat ekonomii, jako nauki kierunkowej w ogóle.

Niektórzy twierdzą, że dzisiejsza ekonomia to dziedzina spekulantów nastawionych na wymyślanie coraz bardziej zawiłych i niezrozumiałych rzekomych praw rynku, w rzeczywistości mających na celu bałamutne otumanianie. Przeciętny odbiorca informacji ekonomicznych nie ma o nich zielonego pojęcia, ale na wszelki wypadek (aby nie wyjść na kompletnego głupca) udaje, że rozumie wywody tego, czy innego eksperta od ekonomii.

W kręgach ściśle naukowych już od pewnego czasu podnoszone są głosy w sprawie pozbawienia ekonomii odrębnego przymiotu nauki i umiejscowienia jej w strukturze nauk socjologiczno-psychologicznych. Nie powiem, aby ten pogląd był mi obcy.

Przeciwnie, należę do grona tych, którzy uważają, że w prawdziwej ekonomii mamy do czynienia z kilkoma, góra kilkunastoma prawami znanymi niemal od starożytności, a reszta to spekulacyjne wywody, mające ogłupiać społeczeństwo i czynić tę wiedzę swoistym tabu, dostępnym dla nielicznych wtajemniczonych.

Każda teza o charakterze prawa, w tym prawa ekonomicznego, aby była prawdziwą musi się sprawdzić praktycznie. W ekonomii oznacza to, że jeśli dane prawo ma być prawdziwe w makroskali, to musi się sprawdzić w skali mikro i odwrotnie. Twierdzenie ekonomiczne wywodzone w skali makro, które nie sprawdza się w skali mikro, jest po prostu fałszywe i nastawione na ową magię nauk ekonomicznych, czyli spekulacyjne oszukiwanie mas.

 

Druga przyczyna, dla której słucham wywodów ekonomistów, to chęć wyłowienia nieścisłości i wręcz bałamutnych ich wypowiedzi w kontekście praktycznego sprawdzenia głoszonych tez w skali mikro, czyli przeciętnego gospodarstwa domowego.

Oczywiście odróżniam istniejący stan od inkwizycji, która zakazywała jakiegokolwiek zgłębiania zagadnień z zakresów niewygodnych informacji dla panujących, czy Kościoła. Dzisiaj owa tajemna wiedza w Polsce wywodzi się ze swoistego tabu czynionego wokół osób, które przyczyniły się do zmiany zasad gospodarki polskiej, co w sposób namacalny zapełniło półki w sklepach, a także spowodowało napływ dotychczas nieznanych towarów tzw. pewexowskich.

Ten cud gospodarczy – będący dość jasną konsekwencją zmiany systemu społeczno-gospodarczo-politycznego w Polsce – wykreował kilku guru w różnych dziedzinach (ekonomicznej, politycznej, administracyjnej itp.), których naród czci do dzisiaj, nie zdając sobie sprawy z rzeczywistego udziału tych osób w przemianach, jakie w Polsce zaistniały.

Mamy więc guru ekonomii, którego prawie wszyscy wielbią za likwidację inflacji złotego i postawienie polskiej gospodarki na nogi, mimo że tenże guru był zwykłym pionkiem wcześniej nakreślonych planów przez innych ekonomistów, rządzących tą dziedziną w państwach o wiele większych i bogatszych, i tym samym mających realny wpływ na nasz rozwój gospodarczy.

Tenże sam guru doprowadził do totalnej wyprzedaży polskiej gospodarki, w tym banków, stwarzając dla nas na przeciąg wielu dziesięcioleci bardzo niekorzystną sytuację gospodarczą, polegającą na ścisłej zależności od właścicieli kapitału.

Tego niestety przeciętny rodak ani nie dostrzega, ani nie rozumie. Nie dostrzega z tego powodu, że jest medialnie otumaniany ową nagłą podażą towarów, których w PRL-u nie miał i nie mógł nawet o niej marzyć.

Nie pojmuję i nawet nie przyjmuję do wiadomości tego, że byliśmy – poprzez nasz rozwój gospodarczy (a faktycznie zapełnienie jedynie półek sklepowych, gdyż o rzeczywistym rozwoju gospodarczym trudno mówić) – nieuchronnym elementem stabilizującym przejściowo o wiele bogatszych od nas.

Innymi słowy, pozwoliliśmy tym bogatszym państwom zachować równowagę pomiędzy czterema podstawowymi kategoriami ekonomicznymi, znanymi od zarania dziejów kuli ziemskiej, a mianowicie równowagę w relacjach praca – płaca, podaż – popyt.

Przeciętnemu Polakowi, który w czasie tych 20 lat dostał cukierek..., uchodzi z pola widzenia rzeczywisty zabieg ekonomiczny – jakiemu Polska została poddana – czyli totalna wyprzedaż rodzimej gospodarki. W realnej rzeczywistości pod tym pojęciem niczego nie rozumie i nie potrafi sobie wyobrazić skutków tego zabiegu, których niebawem dozna z całą bezwzględnością.

Sama ogólnikowość tego pojęcia jest mało czytelna dla przeciętnego śmiertelnika w skali jego aktywności zawodowej, toteż nikt się tymi zagadnieniami poważnie nie zajmuje, co sprytnie wykorzystują spekulanci od ekonomii totalnej.

Dzisiaj jesteśmy w podobnej nieco sytuacji, jaka istniała pod koniec 20-lecia międzywojennego, uwzględniając stan z 1939 r. i 2009 r. Oczywiście porównania trzeba dokonywać na podstawie rzetelnych a nie propagandowych źródeł, zwłaszcza komunistycznych. Porównanie to – pomijając rozwój techniki i technologii, który jest elementem ubocznym i niejako niezależnym od sukcesów gospodarowania – wypada mniej korzystnie dla naszej obecnej gospodarki.

Większość naszego kapitału znajduje się w rękach niepolskich, w tym 80% kapitału bankowego. Kiedy w innych państwach tzw. 15 unijnej, rządy dbają o to, aby kapitał bankowy znajdował się w rekach własnych, a obcy nie przekraczał 25%, nasi ekonomiczni guru doprowadzili do odwrócenia tej proporcji, praktycznie uzależniając polską gospodarkę od obcego kapitału na kilkanaście dziesięcioleci – chyba że w międzyczasie dojdzie do wojny światowej, albo innego kataklizmu zmieniającego ten niekorzystny, wręcz spekulacyjny układ.

Jeśli porównamy wartość naszych sił zbrojnych dzisiaj i wówczas, to w obu momentach nie byliśmy i nie jesteśmy w stanie sami się obronić, choć zdolność obronna armii z 1939 r. była niewątpliwie większa niż obecnej.

Przynależność do NATO jest mniej więcej tyle warta co traktaty z Anglią i Francją przed II wojną światową. Coś tutaj może ewentualnie zmienić amerykańska tarcza antyrakietowa, ze względu na naturalne zainteresowanie amerykanów obroną Polski na wypadek konfliktu, ale jej faktyczny byt znajduje się nadal w sferze głębokich i niepewnych planów.

Bezpieczeństwa energetycznego Polska dzisiaj nie ma żadnego. Przed II wojną światową byliśmy zasadniczo energetycznie samowystarczalni. Polska kolej należała do czołówki światowej, nie wyłączając jej punktualności.

Mieliśmy Centralny Okręg Przemysłowy bardzo dobrze się rozwijający. Dzisiaj, nie stać nas nawet na to, aby zachować polskość w Stoczni Gdańskiej – kolebce „Solidarności”. Nie ma sensu dalej ciągnąć tego porównania, gdyż widoczna jest frustracyjna klapa.

Jeżeli przeciętny Polak jeszcze się „nie burzy”, to przyczyny trzeba upatrywać w znacznej mierze w świadomości medialnie nagłaśnianej nędzy, jaka istniała do 1989 r. W okresie 20-lecia międzywojennego z dobrobytem przeciętnego Polaka nie było wcale różowo. Przeciwnie, były szerokie rzesze społeczeństwa żyjące w niedostatku, a nawet ubóstwie. Podział dochodu narodowego nie do końca był słuszny, szereg rozwiązań gospodarczych wymagało dalszego usprawnienia.

Jednakże zasadnicza wartość gospodarki narodowej była w rękach polskich i od nas zależał dalszy stopniowy rozwój. Dzisiaj jest odwrotnie i ten fakt stanowi podstawowy problem w zakresie trafnego gospodarowania naszym mieniem dla naszych korzyści.

Dzisiaj niestety stajemy się coraz bardziej wyrobnikami dla innych. Członkowstwo w Unii Europejskiej tylko z pozoru przynosi dobre rezultaty. W perspektywie czasu okaże się, że bynajmniej nie stanowi dla nas dobrodziejstwa dziejów, lecz jest nakierowane na wyssanie kapitału polskiego i ścisłe uzależnienie z korzyścią dla większych, dominujących pod względem gospodarczym państw.

Rzecz jasna w okresie 20-lecia międzywojennego mieliśmy w Polsce biedę i to niemałą. Przysłowiowe dzielenie zapałki na czworo nie było zwykłym propagandowym hasłem lecz rzeczywistością w wielu domach. Rodacy mieli jednak świadomość, że Polski nie buduje się z poniedziałku na wtorek i nie jest możliwe szybkie osiągnięcie wyższego poziomu życia, gdyż na wszystko trzeba stopniowo zapracować, jeśli efekt ma się mieścić w granicach uczciwości. Z tego powodu nie było przekrętów gospodarczych realizowanych na obecną skalę.

Nie mieliśmy Jana Pawła II, a mimo tego pojęcie uczciwości, skromności w zdecydowanej większości społeczeństwa było dobrze znane i realizowane. Dzisiaj posiadamy już spuściznę po Wielkim Rodaku i cóż z tego, kiedy głoszone przez niego ideały gdzieś przepadły.

Przeciętny Polak chciałby się wzbogacić szybko, nie bacząc na to, że stopień uczciwego rozwoju dobrobytu wymaga czasu. Nie rozumie, a raczej nie chce zrozumieć tej oczywistej prawdy, że jeśli jeden rodak nagle się wzbogaci, to ten fakt nie będzie skutkiem uczciwego gospodarowania, lecz wynikiem oszukania wielu innych.

W gospodarce, w prawdziwej ekonomii nie ma nic za darmo i żadne cuda się nie zdarzają, gdyż na wszystko trzeba solidnie zapracować, jeśli korzyść ma być uczciwa. A ci, którzy stają się nagle bogaci, żerują na nieszczęściu i łzach innych.

Jan Paweł II, przywódca katolików na całym świecie przez swoją postawę ekumeniczną uznawany był przez inne wyznania. Głoszone przez Niego ideały powinny być zatem wykorzystane w skali całej kuli ziemskiej, a niestety nie są, nawet w Jego Ojczyźnie. Obecna sytuacja kryzysowa powinna stanowić asumpt do refleksji, do przyjęcia zasad uczciwości, bez której nie można mówić o jakiejkolwiek rzeczywistej demokracji.

Przechodząc do odpowiedzi na pytanie pierwsze, skąd wziął się kryzys, łatwo odpowiedzieć – z totalnej nieuczciwości. Nie ma innej przyczyny i łatwo to praktycznie udowodnić. Powszechny dostęp do materiałów źródłowych sprawia, że nie jest potrzebne udowadnianie określonych faktów oficjalnie publikowanych. Wiemy, że budżety poszczególnych państw, w tym Polski, zakładają corocznie określony procent deficytu. Co to oznacza? Otóż oznacza, że więcej wydajemy, aniżeli zarabiamy.

Taki system finansowo-gospodarczy jest oczywistą przyczyną kryzysu. Aby udowodnić tę tezę, wystarczy ją sprawdzić na budżecie rodzinnym. Średnia płaca w Polsce wynosi około 3 tys. zł., czyli rocznie 36 tys. złotych. W tych warunkach dochodowych w roku nie można wydać więcej niż 36 tys. złotych, gdyż dojdzie do zachwiania budżetu rodzinnego, ponieważ nie będzie pokrycia dokonanych wydatków. Jeśli ktoś w danym roku wyda np. 40 tys. zł, to musi w roku następnym wydać najwyżej 32 tys. zł, zakładając identyczny przychód 36 tys. zł.

Tymczasem budżet państwa z roku na rok przewiduje deficyt. Czyli przez ostatnie 20 lat żyliśmy na kredyt. Na dłuższym odcinku czasu w skali makro ów deficyt musi być w jakiś sposób wyrównany, czyli zbilansowany, ponieważ w prawdziwej ekonomii nie ma cudów. W braku zbilansowania dochodzi do kryzysu gospodarczego.

Jakie zjawiska mogą przeciwdziałać kryzysowi? Przede wszystkim wojna, której wygranie przez dane państwo powoduje, że przegrany płaci koszty wojny i jest ekonomicznie wykorzystywany, w ten sposób wyrównując deficyt budżetowy agresora. Gdyby USA wygrały wojnę w Iraku, zapewne doszłoby do zbilansowania ich budżetu kosztem Irakijczyków i obecny kryzys zostałby odłożony w czasie, zważywszy, że finanse amerykańskie rzutują istotnie na ogólną gospodarkę światową.

Rodzi się w tym miejscu kolejne pytanie, a mianowicie dlaczego państwa tworzą budżet z deficytem, zamiast go zbilansować i tym sposobem uniknąć kryzysu? Tu już wychodzimy poza problemy ekonomii i wkraczamy w sferę socjologiczno-psychologiczną mentalności człowieka, w tym w zagadnienia spekulacji, a także kunsztu sprawowania władzy.

Sfera finansowa, rządząca w istocie całą światową gospodarką, dlatego utrzymuje się stale przy władzy (czytaj: przy pieniądzach), ponieważ stosuje różnego rodzaju oszukańcze zabiegi względem szarego tłumu. Po to są jej potrzebne meandry maksymalnie zagmatwanej ekonomii jako rzekomej wiedzy rządzącej finansami i gospodarką.

Wyjaśnianie zjawisk gospodarowania przy pomocy rzetelnej ekonomii nie jest tej sferze na rękę. U nich, mówiąc w przenośni, dwa plus dwa rzadko jest cztery, niekiedy jest to trzy albo pięć. Owo przysłowiowe gospodarowanie wedle zasady, iż dwa plus dwa zawsze wynosi cztery, czyniłoby prawa ekonomii niezwykle czytelnymi, eliminując możliwości spekulacyjne, na których żerują kręgi finansjery światowej. Ci wielcy finansiści nie tworzą żadnych wartości gospodarczych, lecz żerują na tłumie.

W tym miejscu przychodzi mi na myśl doskonały przykład takiej działalności, polegającej na zarabianiu olbrzymich pieniędzy praktycznie za nic, mam na myśli amerykański film pt. „Nieoczekiwana zamiana miejsc”. Opisuje on historię dwóch spekulantów giełdowych zarabiających na różnicach cenowych pomarańczy, którzy zakładają się o 1 dolara, że z żebraka zrobią biznesmena, a z biznesmena żebraka. Ich praca ma charakter czystej spekulacji, gdyż zarabiane przez nich pieniądze z punktu widzenia wartości gospodarczej mają charakter wirtualny. Niestety, za te spekulacje płaci oczywiście ciemna masa, czyli my wszyscy, podwyższonymi cenami w tym wypadku pomarańczy.

Sfery finansowe rządzące światem cechują się więc w zasadniczej mierze pierwiastkiem takiej spekulacji, czyli uzyskiwaniem ogromnych korzyści przez jednostki, za które płaci cała reszta populacji świata. Zjawisko takie, aby było możliwe do stałego utrzymywania, musi opierać się na jakiejś wymyślonej nauce, możliwie najbardziej zagmatwanej, w taki sposób, aby średniointeligentny mieszkaniec Ziemi, nie mógł się w tym wszystkim zorientować.

Kształtuje się wobec tego pseudonaukę ekonomii, która podobnie jak niegdyś zaćmienie słońca, inkwizycja, walka o wiarę, ściganie czarownic itd., tworzy swoistego rodzaju tabu ukierunkowane na rzekomo korzystną działalność dla dobra ogółu. Słowem, dla zjawisk spekulacyjnych, dla ich stałego skutecznego realizowania naszym kosztem niezbędna jest swoistego rodzaju magia ekonomii. Z tego względu rozwija się pseudonauki ekonomiczne, całkowicie niezrozumiałe i tak zawiłe, aby nawet dość inteligentny Ziemianin nie był w stanie zrozumieć ich sensu i istoty.

Ten sposób postępowania w sferze psychologiczno-socjologicznej przyrównać można do swoistego rodzaju tabu zaćmienia słońca, walki z plagami, walki o wiarę, demokratyzacji państw itp., które bez względu na nazwę hasłową, zmierzają w istocie do spekulacji, kradzieży i rozboju, współcześnie najczęściej pod płaszczykiem pokojowego przywrócenia zasad demokratyzacji i wolności człowieka.

Bez wskazanych zabiegów, a zatem w sytuacji bilansujących się budżetów państw, sfera finansowa nie miałaby podstaw do swojej działalności, gdyż jasne, klarowne „dwa plus dwa = cztery”, wykluczałoby to w sposób oczywisty. Spekulanci żerują więc na naiwności i niewiedzy człowieka, podtrzymując ekonomiczne dziedziny pseudonauki, tworzące swoistego rodzaju tabu, pozwalające im, jako rzekomym znawcom tych zagadnień, na dalsze oszustwa i przekręty na skalę globalną.

Ów tryb postępowania tych sfer jest historycznie uwarunkowany i niezmienny w tym sensie, że pomimo rozwoju oświaty i nauki stopień ciemnoty przeciętnego człowieka, w tym wyborcy, jest nadal znaczny. W wielu społeczeństwach dąży się przy tym do takiego kształcenia młodzieży, aby przysłowiowy Kowalski potrafił przykręcić w systemie taśmowym określoną śrubkę możliwie najbardziej precyzyjnie, natomiast nie znał się na szerszych zagadnieniach, nie umiał historii, geografii, itd. Bo po co?

A nuż zacząłby niezależnie myśleć. A tak, przy pomocy środków medialnych, będących na usługach finansjery, można mu robić „z mózgu wodę”, bez przeszkód realizując nadal spekulacyjną działalność kosztem ciemnych tłumów.

Z tego powodu, im wyższy poziom wykształcenia i wiedzy przeciętnego wyborcy, tym zjawiska naukowe w sferze pseudoekonomii muszą być na wyższym poziomie skomplikowania tak, aby ich zrozumienie było niemożliwe nawet dla solidnie wykształconego „homo”.

Ostatnio w Polsce władza usiłuje ograniczyć lekcje historii. A po co młodzież ma się uczyć historii świata i własnego narodu, jeszcze by zaczęła wyciągać wnioski z popełnionych wcześniej błędów, a to dla żadnego guru korzystne nie jest.

Przechodząc do odpowiedzi na pytanie drugie, jak przeciwdziałać kryzysowi – odpowiedź jest dziecinnie prosta. Wystarczy budować budżet rodzinny i budżet państwa zawsze w sposób bilansujący się, czyli wydawać maksymalnie tyle, ile się zarobi. W tych warunkach kryzys nie ma żadnych szans egzystencji i tym samym znikną spekulanci rządzący światem. Ten ostatni skutek nie jest łatwy do osiągnięcia, gdyż kto ma pieniądze, ten ma władzę, wojsko i ten rządzi oraz manipuluje tłumami, robi rewolucje, przewroty, wywołuje wojny etc., byle tylko nie utracić tego, co posiada.

Na co liczy spekulant? Na głupotę i chytrość przeciętnego człowieka. Kusi go szybkim dobrobytem, tenże daje się skusić (nabrać na cukierek) i wpada w sidła, tracąc rzeczywisty dorobek – w myśl zasady, że chytry dwa razy traci.

Reasumując, wyeliminowanie kryzysu z życia gospodarczego świata nie jest proste i być może w ogóle nie nastąpi, bo w pierwszym rzędzie należałoby zmienić mentalność człowieka – a to jest zabieg niezwykle trudny, prawie niemożliwy do zrealizowania.

Tezę te potwierdzają oczywiste, przykładowe fakty. Wystarczy wskazać, że każdy pracownik pracujący na budowie jest uprzednio dokładnie szkolony i uprzedzany o istniejących zagrożeniach w ramach szkolenia bhp. Przestrzega się go przed wchodzeniem na określone wysokości bez właściwych zabezpieczeń, przed upadkiem z wysokości. Efekt owych czynności jest mizerny, bowiem często się zdarza, że nasz przysłowiowy Kowalski wchodzi bez zabezpieczenia np. na dach i spada, ponosząc śmierć na miejscu.

Inny, dość powszechny przykład, w Polsce występujący jeszcze w skali około 7-milionowej dorosłej populacji. Każdy palacz widzi na opakowaniu paczki papierosów ostrzeżenie mówiące, że palenie zabija. Skutek jest taki, iż pali dalej. Otrzeźwienie następuje dopiero w szpitalu, po zdiagnozowaniu raka. Niejeden z tych pacjentów i tak nie wierzy, że nowotwór jest skutkiem palenia papierosów.

Biorąc to pod uwagę, spekulanci mogą spać spokojnie!

Maria Schumann

Jeżeli chcesz wiedzieć więcej na ten temat – kliknij tutaj >>

Indywidualne Porady Prawne specjalistów

Masz problem z prawem pracy? Opisz swój problem i zadaj pytania.
(zadanie pytania do niczego nie zobowiązuje)


Kodeks pracy

[Pobierz Kodeks pracy] Stan prawny – 1.01.2017 r. j.t. z zaznaczonymi zmianami.

Kodeks pracy

[Pobierz ustawę o PIP] Stan prawny – 1.03.2017 r. j.t. z zaznaczonymi zmianami.

Szukamy prawników » wizytówka Zadaj pytanie »