Indywidualne Porady Prawne specjalistów

Masz problem z prawem pracy? Opisz swój problem i zadaj pytania.
(zadanie pytania do niczego nie zobowiązuje)

Przyczyny braku współczesnej praworządności – część 3 (przyczynek do dyskusji)

Autor: Tadeusz M. Nycz • Opublikowane: 2009-08-07

W artykule podjęto próbę przeanalizowania przyczyn braku praworządności we współczesnej Polsce i wynikających stąd konsekwencji dla stosunków zatrudnieniowych.

W dwóch pierwszych częściach cyklu pod tytułem „Przyczyny braku współczesnej praworządności” zarysowałem kwestię konstytucyjnych zasad związanych z ustrojem demokratycznym, powołując kluczowe założenia naszej Konstytucji.

Następnie wskazałem na jej podstawowy mankament, polegający na pozbawieniu Trybunału Konstytucyjnego prawa wydawania legalnej, wiążącej wykładni ustaw, przytaczając wstępne przykłady interpretacji przepisów prawa pracy, których kierunek stosowania odbiega od pryncypiów praworządności.

W części trzeciej koncentruję uwagę na chaosie interpretacyjno-wykładniowym w zakresie prawa pracy, jaki istnieje na rynku medialnym, co w skutkach prawnych niesie różnego rodzaju niebezpieczeństwa i czasami istotne, negatywne konsekwencje nawet dla osób poważnie poszkodowanych w zatrudnieniu.

Brak jednolitości wykładniowej powoduje naturalne zapotrzebowanie na dokonywanie wykładni przepisów o charakterze wątpliwym. W prawie pracy niestety takich wątpliwości interpretacyjnych jest bardzo dużo i występują one w zakresie podstawowych zagadnień, takich jak problematyka czasu pracy i wynagrodzenia za pracę, dotyczących każdego zatrudnionego pracownika.

Z tego względu na rynku medialno-wydawniczym pojawia się ciągle masa różnych wyjaśnień i interpretacji przepisów prawa pracy, których jakość, delikatnie mówiąc, nie jest najwyższa. Brak weryfikatora w postaci wiążącej wykładni ustaw powoduje naturalny proces deprecjacji tego rodzaju działalności.

Interesuje Cię ten temat i chcesz wiedzieć więcej? kliknij tutaj >>

Ilość udzielanych wyjaśnień i interpretacji nie idzie w parze z ich jakością. W skutkach prawnych powoduje to ogromne zamieszanie wykładniowe, ponieważ przeciętny adresat tych przepisów, czy to pracownik, czy pracodawca w bardzo wielu przypadkach czuje się bezradnym, nie wiedząc, jak poprawnie ma postąpić w dotyczącej go konkretnej sprawie.

Obrazowo mówiąc, mamy jeszcze do czynienia z określonymi tendencjami wykładniowymi, prezentowanymi przez poszczególne periodyki prawnicze, których kierunek wyjaśnień zawiera często podłoże ekonomiczne, związane z poglądami właściciela, popierającego określone tendencje ekonomiczne, które w tych warunkach pauperyzują wykładnię prawa.

W konsekwencji błędna metoda wykładni prawa tzw. petitio principii (dokonywanie wykładni pod z góry założoną tezę) nie należy do rzadkości. Przeciwnie, można tę niewłaściwą formułę wnioskowania wykładniowego dość często spotkać, nawet w opracowaniach osób o specjalistycznych kwalifikacjach.

Oceniając istniejący stan rzeczy, można powiedzieć, że w sferze wykładni prawa z jednej strony panuje ogromny chaos, a z drugiej całkowita dowolność i równocześnie swoistego rodzaju bezkarność głoszonych, niewłaściwych poglądów, gdyż oczywiste błędy nawet w logice rozumowania nie są przez nikogo weryfikowane.

Istniejący stan sprzyja wydawaniu opracowań komentarzowych. Mamy więc w tym zakresie wręcz zatrzęsienie komentarzy Kodeksu pracy, wśród których nawet poważne pozycje autorów wywodzących się z uniwersyteckich katedr prawa pracy zakładają już na wstępie, że kierunki wykładniowe w nich zawarte stanowią indywidualne zdanie konkretnego komentatora.

Przeciętny adresat takich np. dwóch rozbieżnych w konkretnej sprawie opracowań komentatorskich, pisanych przez autorów wywodzących się z różnych uniwersytetów, właściwie nie wie, komu ma wierzyć i wedle jakiego wzorca postępować.

W konsekwencji, aby wyrobić sobie zdanie na określony temat i dojść do prawidłowego wniosku musiałby zrozumieć zasady wykładni prawa i dokonać stosownej oceny poprawności interpretacyjnej wyjaśnień owych dwóch autorów, do czego przeciętny czytelnik, rzecz jasna, nie posiada niezbędnych kwalifikacji.

W tego typu opracowaniach komentatorskich autorzy bardzo często powołują się na orzecznictwo Sądu Najwyższego potwierdzające kierunek zaprezentowanego poglądu. Rzecz w tym, że w orzecznictwie Sądu Najwyższego mamy również do czynienia z rozbieżnymi poglądami wykładniowymi na ten sam temat.

Autorzy komentarzy, w zależności od prezentowanego kierunku wykładniowego, także powołują się na stosowne rozstrzygnięcia Sądu Najwyższego, które mają uzasadniać określony, prezentowany pogląd zamieszczony w konkretnym komentarzu danego autora.

Czytelnik po przeczytaniu takich dwóch rozbieżnych wykładni, popartych orzecznictwem Sądu Najwyższego, nadal nie wie, jak poprawnie ma się zachować w danej sytuacji. Pisanie w takiej sprawie do PIP czy ministerstwa ds. pracy nie ma większego sensu, gdyż odpowiedzi przychodzą z dopiskiem, że niniejsze wyjaśnienie nie ma charakteru wiążącego. W wiążący sposób konkretny stan faktyczny może być rozstrzygnięty przez sąd pracy.

W tych warunkach każdy pracownik czy pracodawca narażany jest na negatywne konsekwencje prawne wynikające z niewłaściwego stosowania prawa, ponieważ zasada jednakowego stosowania prawa względem obywateli nie została zabezpieczona instytucjonalnym powszechnym rozwiązaniem, jakim jest legalna, wiążąca wykładnia ustaw.

W literaturze prawniczej brak jest na ten temat pogłębionych opracowań, choć trafiają się autorzy ubocznie usiłujący twierdzić, że w naszym ustroju demokratycznym istnienie legalnej, wiążącej wykładni ustaw kłóciłoby się z zasadą niezawisłości sędziowskiej, nie pozwalając poprawnie realizować zadań wymiarowi sprawiedliwości.

Właśnie ze względu na brak rzetelnych i szerokich opracowań na ten temat, twierdzenie to uznać należy za całkowicie błędne. Podstawowym założeniem istnienia prawa jest potrzeba poprawnego zorganizowania stosunków społecznych.

Prawo ma więc być instrumentem sprzyjającym poprawnym zachowaniom społeczeństwa. Jeśli ten instrument, w wyniku wad legislacyjnych, a także dość powszechnych zmian prawa, wykazuje niedostosowanie do potrzeb społecznych, to naczelna zasada praworządności uzasadnia stworzenie instytucjonalnego zapewnienia jednolitości stosowania tworzonego prawa.

W przeciwnym razie cała działalność legislacyjna nie ma większego sensu, ponieważ instrument mający poprawnie organizować życie społeczne okazuje się praktycznie niewydolny.

Trzeba także zwrócić uwagę na to, że istnienie legalnej, wiążącej wykładni prawa jest elementem sprzyjającym likwidacji zarówno niejasności prawnych dla przeciętnego obywatela, ale także skutecznie przeciwdziała nadużyciom prawa, to znaczy stosowaniu norm prawnych sprzecznie z interesem społecznym pod płaszczykiem rzekomo słusznych kierunków wykładniowych.

Porządek prawny, ubrany w ramy powszechnie wiążącej wykładni, pozwala też skuteczniej walczyć ze wszelkimi przejawami korupcji urzędniczej, ponieważ ogranicza możliwości stosowania prawa w sposób pozornie uzasadniony.

Wreszcie, co nie jest bez znaczenia w naszej rzeczywistości sądowej, przywrócenie powszechnej, wiążącej wykładni ustaw pozwoliłoby na zmniejszenie zapotrzebowania na rozstrzyganie spraw w trybie sądowym, gdyż szereg zagadnień objętych taką wiążącą wykładnią nie stanowiłoby podstawy do istnienia stanu sporu między stronami stosunku pracy.

W konsekwencji, wiążąca wykładnia ustaw pozwoliłaby z jednej strony uporządkować działalność wykładniowo-poradniczą, a z drugiej skuteczniej oddziaływać Państwowej Inspekcji Pracy na te podmioty, które nie stosują powszechnych kierunków wykładni prawa pracy.

Z niewiadomych powodów wśród gremiów kompetentnych do oceny stanu praworządności w zakresie prawa pracy, ten istotny kierunek poprawy nie jest dostrzegany, o czym świadczy choćby ostatni zjazd katedr prawa pracy zorganizowany w Krakowie.

Przedstawiciele nauki prawa pracy, jak wynikało z programu zjazdu publikowanego na internetowej stronie UJ, zajmowali się innymi zagadnieniami, natomiast nie dostrzegli tego zasadniczego problemu, tak jakby on nie miał znaczenia, czy zupełnie nie występował.

Przeciętny obywatel – pracownik czy pracodawca chciałby natomiast mieć pewność co do praw jakie mu przysługują, chciałby znać swoje obowiązki, wiedzieć, jak może dochodzić swoich roszczeń w szczególnych przypadkach zagrożeń swojego zdrowia czy życia, itd.

Brak legalnej, wiążącej wykładni ustaw powoduje naturalne zapotrzebowanie na poradnictwo z zakresu prawa pracy, które ostatnio można zaobserwować w programach na żywo w telewizji. Jedna ze stacji telewizyjnych pod numerem telefonu 0708870610 zdecydowała się udzielać porad prawnych z różnych dziedzin prawa, w tym z prawa pracy.

Porad udziela na żywo jakiś adwokat. I tak 20 czerwca tego roku, około godziny 18.40 zadzwonił do mecenasa pracownik – ochroniarz, który w czasie pracy został ukłuty igłą przez napastnika. W obawie przed konsekwencjami prosił swojego pracodawcę o antidotum w postaci jakiegoś medykamentu, który miał go uchronić przez HIV. Pracodawca odmówił, po czym po pewnym czasie pracownik stwierdził u siebie i u swojej żony tę chorobę. Zapytał, jakie mu przysługują roszczenia z tego tytułu.

Mecenas dość obszernie i poprawnie przedstawił możliwości dochodzenia roszczeń przez pracownika od swego pracodawcy oraz ewentualnie od sprawcy tego czynu, natomiast ani słowem nie wspomniał o tym, że w pierwszym rzędzie opisane zdarzenie należy uznać za wypadek przy pracy.

Czyli pracownik powinien zażądać od pracodawcy sporządzenia dokumentacji powypadkowej i dochodzić swoich roszczeń od ZUS na podstawie ustawy z dnia 30 października 2002 r. o ubezpieczeniu społecznym z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych (Dz. U. Nr 199, poz. 1673, z późn. zm.).

Dochodzenie tego odszkodowania wynikającego z ubezpieczenia społecznego nie wyklucza oczywiście możliwości dochodzenia tzw. roszczeń pozaubezpieczeniowych od pracodawcy, jak również ewentualnie od sprawcy tego czynu.

Podstawą jednak jest ustalenie okoliczności i przyczyn wypadku przy pracy, gdyż w dokumentacji powypadkowej powinny się znaleźć niezbędne dowody potwierdzające zaistniały stan faktyczny, które mają zasadnicze znaczenie dla dochodzenia wszystkich możliwych z tego tytułu roszczeń.

Na tle tego przykładu widać, że mimo różnych inicjatyw w zakresie informowania społeczeństwa o poprawnym stosowaniu prawa, przepływ tych informacji, zwłaszcza w zakresie problematyki prawa pracy nie jest kompletny i adekwatny do potrzeb.

Słowem, mamy w Polsce coraz więcej prawników, ale specjalistów z zakresu prawa pracy, znających dobrze tę problematykę, niestety zbyt wielu nie ma. Przeciętny telewidz opisanym zdarzeniem mógł zostać skutecznie wprowadzony w błąd, natomiast zainteresowany wnoszący o udzielenie mu porady, nie otrzymał najistotniejszych informacji związanych z tym zdarzeniem.

Rzetelność i odpowiedzialność wykładniową łączy się w pewnym zakresie z brakiem legalnej, wiążącej wykładni ustaw. Wynika to stąd, że brak tej wykładni pozbawia obszar wykładniowo-interpretacyjny rzeczywistego weryfikatora poprawności.

Tak więc mamy do czynienia ze stosowaniem wykładni budzącej uzasadnione wątpliwości z punktu widzenia celowości prowadzonej działalności. Można bowiem zasadnie postawić pytanie, jakiemu praktycznemu celowi służą komentarze Kodeksu pracy interpretujące ten sam przepis w sposób odmienny i do tego z powołaniem na orzecznictwo sądowe, w tym głównie Sądu Najwyższego?

Czytelnik takich dwóch o odmiennej wykładni komentarzy praktycznie nie wie, w jaki sposób powinien postępować. Trudno od niego wymagać, aby był weryfikatorem słuszności poglądów głoszonych zwykle przez specjalistów z zakresu prawa pracy.

W sytuacji, gdy dwaj poważni specjaliści z zakresu prawa pracy prezentują odmienne poglądy interpretacyjne na jeden temat, nie ma wątpliwości, że jeden z nich musi się mylić. Tego rodzaju opracowania mają oczywiście wartość literaturową, natomiast w sferze wykładni praktycznej – przysłowiowo mówiąc – są „sztuką dla sztuki”, gdyż ostatecznie nie rozwiązują żadnego problemu.

Taki powszechnie istniejący stan powoduje swoistego rodzaju dewaluację wartości wszelkich interpretacji prawa, gdyż dowolne twierdzenie zawarte w takiej wykładni nie podlega praktycznie żadnej weryfikacji, a zatem papier przyjmuje wszystko, nawet najbardziej nielogiczne twierdzenia.

Swoista bezkarność weryfikacji dokonywanych wykładni prawa skłania też niekiedy urzędników do całkowicie niedopuszczalnych zabiegów polegających na tym, że poprawnie i jasno skonstruowane prawo usiłuje się przy pomocy oczywiście niedopuszczalnych wykładni zmieniać. Przykładem takiego sposobu postępowania jest urlop na żądanie i wykładnia art. 168 K.p.

Zgodnie z tym przepisem urlop zaległy powinien być udzielony pracownikowi najpóźniej do końca pierwszego kwartału następnego roku kalendarzowego, co nie dotyczy zaległego urlopu na żądanie.

Konstrukcja przepisu w sposób logiczny prowadzi do wniosku, że urlop na żądanie niewykorzystany w danym roku przechodzi jako urlop na żądanie na rok następny i dlatego nie podlega zasadzie udzielenia określonej w art. 168 K.p.

Skoro bowiem jest nadal urlopem na żądanie, to nie może podlegać wykorzystaniu do końca pierwszego kwartału następnego roku, gdyż taka sytuacja ograniczałaby uprawnienie pracownika w zakresie możliwości dysponowania tym urlopem przez cały rok.

W systematyce urlopowej urlop na żądanie, jak każdy urlop wypoczynkowy, podlega 3-letniemu przedawnieniu roszczeń, a zatem zapis art. 168 K.p. pozostaje w zgodzie z tą systematyką nieograniczającą prawa pracownika do dysponowania tą formą urlopu w granicach terminu przedawnienia, o którym mowa w art. 291 § 1 K.p., co zresztą pozostaje w zgodzie z zasadą praw nabytych.

Tymczasem niektórzy interpretatorzy błędnie zmierzają do ograniczenia nadanych przez ustawodawcę uprawnień pracownikowi w postaci prawa do urlopu na żądanie, usiłując konsekwentnie, wbrew wyraźnym przepisom ograniczać to prawo pracownika poprzez twierdzenie, że ten urlop nie przechodzi jako zaległy urlop na żądanie na następny rok kalendarzowy.

Słowem, bez podstawy prawnej chcą pozbawić pracownika urlopu na żądanie w następnych latach kalendarzowych, choć żaden przepis prawa nie daje ku temu podstaw. Ten kierunek wykładniowy podzielany jest np. w „Komentarzu Kodeksu pracy” pod red. W. Muszalskiego, Warszawa 2007, i choć ma się nijak z logicznego i praworządnościowego punktu widzenia do realnie zapisanego prawa, stosowany jest w ramach wykładni praktycznej.

Błędność takich poglądów powoduje czasem negatywne skutki dla pracownika, a innym razem dla pracodawcy, nie podlega jednak praktycznie żadnym weryfikatorom i ta sytuacja negatywnie wpływa na ogólne rozumienie prawa pracy przez obie strony stosunku pracy, które nie są w stanie pojąć opacznych i nielogicznych praworządnościowo zabiegów interpretacyjnych.

Przywrócenie legalnej, wiążącej wykładni ustaw może zmienić istniejący stan poprzez to, że każdy interpretator będzie się musiał liczyć z weryfikacją jego poglądów, choćby w zakresie tych zagadnień, które zostały objęte wiążącą wykładnią prawa.

Ten aspekt kontrolny z psychologicznego punktu widzenia z czasem musi się przyczynić także do ogólnego podniesienia poziomu całości wykładni przepisów prawa pracy, z oczywistą korzyścią dla obu stron stosunku pracy.

Jeżeli chcesz wiedzieć więcej na ten temat – kliknij tutaj >>

Indywidualne Porady Prawne specjalistów

Masz problem z prawem pracy? Opisz swój problem i zadaj pytania.
(zadanie pytania do niczego nie zobowiązuje)

Kodeks pracy

[Pobierz Kodeks pracy] Stan prawny – 1.01.2017 r. j.t. z zaznaczonymi zmianami.

Kodeks pracy

[Pobierz ustawę o PIP] Stan prawny – 1.03.2017 r. j.t. z zaznaczonymi zmianami.

Szukamy prawników » wizytówka Zadaj pytanie »